Nexuiz 2.5. Ładny, okrągły numer oraz pokaźny changelog. A co w nim? Rzekomo ulepszona grafika i poprawiona wydajność, nowy tryb rozgrywki, nowe menu oraz, co najciekawsze, nowe modele i mapy. Przed instalacją zapowiadało się smakowicie. A po?
Ogółem 640 mb spakowanych danych. Niewiele jak na grywalną gierkę, sporo w porównaniu do poprzednich wersji. Rozpakowujemy i uruchamiamy.
Pierwszą zasadniczą zmianą, która rzuca się w oczy, jest przebudowane menu główne. Uściślijmy: przebudowane to zbyt mocne słowo – to samo menu, co wcześniej, tylko że teraz z jakimś marnym tłem naśladującym normalne GUI i z nieco zmienionym wyglądem. Wciąż daleeeeeeeeko mu do tego znanego z poprzednich wersji, które mi (i prawdopodobnie nie tylko) podobało się znacznie bardziej, było ponadto bardziej ergonomiczne. Ogólnie, to nie jestem zadowolony z „postępu” jaki poczyniono w tej kwestii.
Ale przecież menu nie stanowi o całości gry – idźmy dalej, przyjrzyjmy się rozgrywce.
Przed podłączeniem do serwera warto zwrócić uwagę na odmieniony server tab- dodano mu nieco funkcjonalności (bookmark – zdaje się, że w poprzednich wersjach tego nie było). Co z zawartością? Czas znowu ponarzekać :-) Brak porządnego serwera CTF + Minsta + Hook! Zastanawia mnie fakt, czemu Alientrap nie stworzy „kolekcji” serwerów z wszystkimi typami rozgrywki. Póki co muszę braki nadrabiać serwerem ToT, którego odmienione modele absolutnie mi nie podchodzą.
Co do rozgrywki – fizyka pozostaje ta sama, wciąż skakanie po nabraniu rozpędu grapling hookiem dostarcza tyle samo przyjemności, jednak oglądanie rezultatów swojej gry stało się mniej atrakcyjne. Pierwsza sprawa – staty dostępne pod tabem drastycznie straciły na czytelności. Nie są już podzielone na 3-4 przejrzyste kolumny (ping, score, player… jeszcze jedna była, acz nie pamiętam, jaka), lecz na 2x więcej. Odtąd mamy już wyodrębnioną liczbę fragów, strat flagi, zabójstw jej posiadacza, odniesień, itd. Mi osobiście takie rozwiązanie się nie podoba – mogłoby to być gdzieś głębiej ukryte, dostępne tylko dla zainteresowanych (np. „stats” w konsoli) – a zwykłym graczom pozostawione tylko to, co najważniejsze, czyli – wynik.
W tym temacie należy również wspomnieć o zmienionym systemie obliczania wyniku. Od tego momentu za stratę flagi możemy dostać ujemne punkty! Nie wpłynęło to pozytywnie na rozgrywkę – gra stała się bardziej asekuracyjna, kamperska, mniej w niej charakterystycznej dla gier pokroju Quake’a drapieżności, dynamiki. W końcu wzrosła cena za utratę flagi – nie tylko nic nie dostajemy, ale na dodatek zabierane jest nam to, co już zdobyliśmy. Zmora flag carriera.
Odchodząc od Minsta CTF’a, możemy bliżej przyjrzeć się nowym modelom broni. Cóż, kwestia gustu – mi nie spodobały się w ogóle. Electro wygląda tragicznie – wydłużył się jakoś nienaturalnie, rozciągnął...
Co z wydajnością? Grając na medium nie zauważyłem drastycznych zmian. Może to kwestia tego, że nigdy nie patrze na FPS’y – może po prostu nic się nie zmieniło. Grając różnicy nie odczułem, także nie wiem. Rzekomo zmniejszone pingi pozostały takie same (bardziej to kwestia łącza niż usprawnień w silniku).
Podsumowując, to nowy Nexuiz nie spełnił do końca moich oczekiwań – developerzy nie zaprezentowali żadnych nowych, porywających rozwiązań, za to schrzanili to, co podobało mi się we wcześniejszych wersjach. Mówiąc krótko – przedobrzyli. Szkoda, bo czas poświęcony na implementowanie mało grywalnych rozwiązań i tworzenie nowych modeli (jakby stare były gorsze) można było wykorzystać lepiej.
Błędy typu „naruszenie ochrony pamięci” są absolutnie najgorsze, na dodatek gdy występują w zamkniętych programach. Żadnych dodatkowych informacji, komunikatów, errorów, krótko – ni z tąd, ni z owąd mroczne segmentation fault. A Google? Milczy.
Normalnie szlag człowieka trafia.
Skusiłem się w końcu i postawiłem je w Archu… ogólnie miło, ale to materiał na dłuższą notkę, tymczasem zamieszczam spontanicznie ustrzelonego screenshota…
To nie jest fotomontaż, ale realny ‘fail’ kde… Takich jest więcej, przykładowo przy przywołaniu kadu z tacki systemowej kwin na chwilę odmawia współpracy, przynajmniej u mnie ;] Na usprawiedliwienie dodam, że to wersja z svn, także ma prawo się czasem sypnąć... ale i tak jest bardziej stabilna, niż tego po niej oczekiwałem :)
edit: udało mi się złapać kolejny, równie ciekawy błąd ;)
Kilka godzin temu rzuciłem ideę gnomemoda. Od tego czasu znalazło się już 5 osób chętnych do pracy, a przy okazji dopracowaliśmy cały pomysł. Poza tym istnieje już, nieco świecące pustkami, drzewo git, a także wiki dla lepszej organizacji pracy.
Znaleźliśmy także ubuntową stronę z paczami. W planach mamy wybieranie najlepszych patch'y z dystrybucji user-friendly używających GNOME (np. openSUSE, Fedora) i adaptowanie ich na potrzeby Archa.
Zobaczy się co z tego wyniknie, mam nadzieję, że chociaż część patch'y uda nam się nałożyć. A i tak nie obędzie się bez zmian w kodzie.
Każde ręcę do pracy są potrzebne, nie wymagamy wielkich umiejętności - wystarczy umiejętność nakładania patch'y (chętnie nauczymy;)), trochę zapału do testowania i zgłaszania błędów na wiki (część patch'y nie wymaga jakichkolwiek przeróbek, wystarczy nałożyć i przetestować). Wiedza z zakresu programowania mile widziana, wystarczy podstawowe zrozumienie kodu C++. Kontakt - jid: barteks@uaznia.net lub #archlinux.pl//irc.freenode.net.
Nie od dzisiaj wiadomo, że w Archu trzeba liczyć na siebie. Nikt za użytkownika niczego nie skonfiguruje, ani systemu, ani... GNOME. I o ile do tego pierwszego jest ogrom poradników w sieci, na wiki polskim lub angielskim, to tego drugiego trudniej jest doprowadzić do takiego stanu jak chociażby w Ubuntu. Już mówie o co mi chodzi: o masakrycznie słabą integrację GNOME z Archem. Przykład: w ubuntowym nautilusie działa fonts://, obex://, bluetooth://... a tu? A tu nie działa, trzeba samemu odpowiednio spaczować, pokombinować, poguglać, a na końcu się poddać i pogodzić z losem. Inaczej jesteśmy zdani na surowe środowisko, w którym o jakiejkolwiek integracji z systemem możemy zapomnieć. Do tego przy jakiejkolwiek próbie użycia narzędzi GUI zasypani zostaniemy błędami. Chociażby w bluetooth-applet, który w archu działa... bardzo marnie. To tylko część z tego, co w gnome nie działa tak, jak powinno.
Więc narodził się w mojej głowie szatański plan: spaczować źródła gnome pod Archa. Spaczować tak, aby stworzyć spójne, jednolite, integralne i doskonale współgrające z systemem środowisko. Ogrom roboty przeraża, prawda? Porywanie sie z motyką na słońce. Marną pociechą jest to, że drogę utorował nam już KDEmod.
Wstępny plan, jak mogłoby to wyglądać:
A może coś takiego juz powstało? Może ktoś też jest na tyle sfrustrowany archowym gnomem, że ma ochotę to zmienić?
Uo, o to bym go nie posądzał ;f GF7600GT, przed killem:
9589 frames in 5.0 seconds = 1917.676 FPS
Po killu:
48350 frames in 5.0 seconds = 9669.817 FPS
o0 - chyba przejde na compiza :|
Hm, już wiem, co powodowało w qw naruszenia ochrony pamięci ;-) Composite! Tak, złe, eye-candy i w ogóle okropne composite powoduje naruszenia ochrony pamięci w qw :f Pozostaje czekać na bugfixy w nvidii/xorgu albo dodać do xorg.conf "Disable" przy linijce od tego wrogiemu społeczności graczy narzędziu.
Jakoś tak mnie naszło na porządki w systemie. Tzn wywalenie części (...jakieś 80% względem ogółu) niepotrzebnych paczek. Dużo testuje, to i się śmieci nazbierało ;] A więc, że robienie tego pacmanem spod konsoli nie byłoby specjalnie przyjemne, pomyślałem, że jacman lepiej sprawdzi się w tej sytuacji. Poza tym, że java jest fu, zamula i ogólnie posyssa, to żadnej alternatywy nie widziałem ;)
Biorąc pod uwagę to, że zaczynam przynudzać: zrobiłem sobie listę paczek do wywalenia, zapodałem remove tym jakże sweet przyciskiem o vistopodobnym podświetleniu (nie, jacman nie jest kiss pod żadnym względem...) po czym zostałem potraktowanym równie sweet errorem o jeszcze bardziej (...to coś może być jeszcze bardziej SWEET?) słodkiej treści, którą można podsumować jednym słowem: zależności. O ile o to nie robie problemów (bywa...) to, o to, że jacman wykasował mi całą listę mozolnie wyklikanych paczek już mam :F Tak więc, kawał roboty poszło na marne. Trudno.
Taki mały, bardzo nie-sweet wniosek na przyszłość: pacman nie lubi się z gui.
Uwielbiam te wieczorne, cotygodniowe, pacmanowe upgrade'y - jak w repo pojawi się nowy kernel / nvidia / xserver / inne badziewie bywa ostro. Tym razem: agonia x'ów po 10 minutach grania w qw, winna nvidia albo jej moduł w jądrze, szczegółów brak. Oczywiście, pierwszym pomysłem jaki mi przyszedł do głowy po tym jak mi zdechł qw, było przeczytanie loga. Ale nie! Nie tak łatwo.
Po uruchomieniu et spod konsoli (zazwyczaj uruchamiam spod openboksowego menu) i upchnięciu loga do odpowiedniego pliku (cd ~/QW; ./etqw | tee ~/log) gra zawiesza się na "loading ui" :x A więc, z czytaniem loga definitywny koniec, mogę sobie co najwyżej poczytać nic nie mówiące mi komunikaty "preparing audio device for outpout", które ów program zdołał wystękać, zanim ostatecznie zdechł bez słowa. A z audio device problemów nie widzę, alsa działa, jak działała. O dziwo, bez tee lub "> ~/plik" wszystko działa ok (tzn dopóki się nie sypnie ;)).
Pewnie naprawie w ciągu kilku dni to, co pacman zdołał zepsuć, ale... downgrade to tylko omijanie problemu.
Wnioski na przyszłość: pół systemu w IgnorePkg.
Hmm, tak ostatnio sobie myślę nad Nexentą. Cytując za wikipedią:
Nexenta OS is a computer operating system based on Debian/Ubuntu and Solaris for IA-32 and x86-64 based systems. [...] Nexenta OS is the first distribution that combines the GNU C library and userland with the OpenSolaris kernel.
A więc Debian z kernelem opensolarisa. Heh, ciekawe połączenie, może z okazji wersji 1.0 sobie pobiore i postawie na virtualboksie (nie chcę mi się gruba odzyskiwać, gdybym stawiał normalnie...). Ale ciekawe, czy obsługuje linuksowe binarki. I jaką ma strukturę katalogów, czy "linuksową" czy może jakis wynalazek inny. Doca mi się czytać nie chcę (a w faq nie znalazłem tego, co chciałem), instalator waży ~300 mb... kolejny argument, żeby pobrać... ;)
Poczekam tą godzinę aż się zassie, zainstaluje, wrażenia postaram się opisać, bo system wydaje się ciekawy. Przynajmniej będę miał usprawiedliwienie na to, że marnuje czas przy quake wars (co tu robić, jak łącze zapchane?;)).
A więc kupiłem sobie, za całe 90 zł, etqw (wiem, każdy normalny by je spiracił, ale chyba nie wypada mieć pirata na opensource'owym systemie:P). Tylko zdziwienie - dlaczego w wymaganiach Windows Xp/Vista? :P Ale teraz już wiem, że instalator trzeba pobrać z sieci (link, jeśli komuś potrzebny). I piękny instalator konsolowy, a nie jakiś szpetny jak z tego starego ET ;]
Tylko problem był ze spolszczeniem, na windowsie od razu zainstalowało się po polsku, a tu trzeba było trochę pokombinować - przekopiować z oryginalnej płytki zawartość katalogu Setup/Data/base/POL do katalogu zainstalowanego etqw/base, a żeby jeszcze wszystko działało zmienić w pliku ~/.etqwcl/base/etqwconfig.cfg linijkę seta sys_lang "english" na seta sys_lang "polish". To taka mała wskazówka jakby ktoś nie wiedział jak to zrobić, bo sam się trochę za tym nagooglowałem ;)
Co do wrażeń - pod linuksem śmiga mi o wiele płynniej niż pod Windowsem (co było dla mnie trochę zaskoczeniem, ale chyba programiści nvidii postarali się, żeby na nowych sterach wszystko działało pięknie). I poza naruszeniami pamięci z powodu jakiegoś-tam english language packa wszystko było ok (ustawienie sys_lang "polish" chyba pomaga). W każdym razie, gra wymiata ;) Może ktoś chętny do grania na jakimś pustym serwerze, może 1vs.1? ;]
Ja chcę Quake Wars! Ostatnio sobie pogrywałem w Steam'ową demówke na Windowsie. Faaaajna gierka, pograłbym sobie też na linuksie. Uruchamiał ktoś to? Afaik jest natywnie, ale warto by było się najpierw dowiedzieć, czy działa w miarę przystępnie, zanim się kupi... no bo w końcu nie wypada mieć pirata na opensource'owym systemie ;)
W każdym razie, grafika jest niezła... ilość pojazdów i możliwości też :]
Bilans ostatniego tygodnia: zepsuty xorg, zepsute urxvt, zepsuty pypanel, zepsute exaile... i zepsuty xcompmgr. Uaa, wymiatam.
Pozostaje mi chyba tylko Debian, bo ile czasu można poświęcać na naprawianie systemu? ;\
Oryginalne zastosowanie, prawda? :) Aż się boje, jakie to może mieć jeszcze funkcje.
Jakimś dziwnym zbiegiem okoliczności na moim Archu zjawił się Openbox, zastępując dotychczasowego Fluxboksa. Dlaczego? Bo Fluxbox jakoś nie miał ochoty współpracować z xcompmgr'em (o wbudowanej przezroczystości, jak w xfwm, nawet nie wspominam). Ale Openbox ma okropnie brzydki, pisany w jakimś-tam, okropnie nieprzejrzystym i w ogóle samo zuo xml'u (o fu). Stratę w stosunku do fajnych konfigów fluksa nadrabia obconfem, graficznym narzędziem konfiguracyjnym. A poza tym, to mój aktualny wm nie ma nawet panelu w standardzie. Czy to wada - nie wiem, w każdym razie, używam pypanela, żeby zwolnić rękę od ciągłego wciskania alt-tab. I z tej wyniosłej okazji urządziłem sobie nowy desktop. ;)
Także openbox póki co u mnie zostaje.
edit: i zapomniałem. :P dzięki avalanowi za pomoc przy konfiguracji tego wm'u.
Taki sobie desktop fluksowy. Przejrzysty przede wszystkim. :)
Wypas edytor. Drugi dzień męcze vimtutor, ale przeraża mnie trochę ilość tych wszystkich skrótów klawiaturowych :P Przydałoby się jeszcze kolorowanie składni C++ i automatyczne wstawianie wcięć. Bo mi się gedit już znudził. :)
Zachęcony artykułem o KDE4, postanowiłem zainstalować sobie Arch'owego KDEmoda, czekającego na mnie w repo kdemod-testing. Co prawda wymagało to odblokowania w pacman.conf [testing], ale w końcu czego nie robi się dla testów.
A dalej taka subiektywna opinia tego środowiska.
Pierwsze spojrzenie - hmm - wygląda ciekawie ;) Tylko pasek coś taki rozwalony na kawałek pulpitu, imo trochę za dużo. No to klik ppm - KDE w końcu najbardziej konfigurowalne środowisko - a tu zonk, zaledwie jedna opcja w ustawieniach paska, na dodatek nie ta, której szukam. ;F Dobra, w końcu to dopiero 4.0, a nie to od dawna oczekiwane KDE4, jeszcze trzeba poczekać.
To idę dalej - odpowiednia ikonka (dobrze to nazwałem?) leżąca na pulpicie zachęca mnie do dodania apletów osławionej już Plasmy. Coś się rozjeżdża ich lista, elementy nienaturalnie nachodzą na siebie. A do tego, przycisk "Get new applets" (czy coś w ten deseń, nie pamiętam;)) chyba nie ma ochoty ze mną współpracować. Ale podstawowa funkcja niby działa, da się dodać różne bajery do pulpitu - ale w ogrom opcji konfiguracyjnych to one zaopatrzone nie są. Odczepiając się już od tego pulpitu, to reszta (czyt. menadżer plików) sprawia wrażenie działających.
Póki co - niespecjalnie to mi wygląda na używalne środowisko, ale jest w nim wiele interesujących rozwiązań, jak np. menu Lancelot, jednak obecne, w postaci apletu wspomnianej Plasmy. Szkoda tylko, że np. narzędzie systemsettings nie jest jakoś bardzo rozbudowane. Mimo tych wad, imho może z tego wyjść naprawdę dobre i używalne DE, tylko mam wrażenie, że trzeba będzie trochę na to poczekać, dać autorom czas na rozbudowanie tego. Ale wspomniane wady... na razie dyskwalifikują obecność kdemoda na moim desku ;)